piątek, 16 grudnia 2016

Nowy rok



 Witam wszystkich! Zbliżają się święta, a tym samym Nowy Rok! A więc łapcie sylwestrową miniaturkę. Przedstawiam Dralunę ♥
------------------------------------------------------

Luna opierała się o barierkę, stojąc  na kamiennym pomoście. Wiatr był bardzo mroźny, a płatki śniegu spadały na bladą twarz dziewczyny. Był grudzień, a dokładnie trzydziesty pierwszy dzień tego miesiąca. Zazwyczaj  Sylwestra spędza się w inny sposób. Tańczy się, wymyśla nowe postanowienia, jest się z osobą towarzyszącą. Dla Lovegood przyjaciółmi były Gnębiwtryski, które często wprawiają ludzi w paskudny nastrój, a towarzyszem Nargle, które spełniały razem z nią marzenia. Jak co roku była Krukonka przychodziła w to samo miejsce, aby w ten sam sposób powitać nowy rok. Dzisiaj mija dwudziesty piąty raz odkąd leżała jeszcze w kołysce, nie wiedząc co znaczy koniec i początek. Opatulona białym szalikiem, spojrzała się na taflę wody, gdzie zaczęły pojawiać się pierwsze fajerwerki w przeróżnych kolorach, mimo że jeszcze nie było charakterystycznego odliczania ostatnich dziesięciu sekund. Do końca brakowało ze dwadzieścia minut. Jedne fajerwerki były różowe, drugie niebieskie, a trzecie były złote jak smocze jajo. Barwy mieszały się ze sobą, tworząc na czarnym niebie naprawdę piękny widok. Mugole bardzo ładnie witają Nowy Rok. Czarodziejski świat po ostatniej wojnie z Lordem Voldemortem zmienił się. Od tamtego incydentu, czas jakby się zatrzymał. Każdy czarodziej stał się ponury, rodzice nie chcieli oddawać swoich dzieci do Hogwartu, nadal od tylu minionych lat bojąc się o swoje pociechy. Na samo wspomnienie wojny, Lovegood drżało ciało, a martwe twarze jej kolegów i koleżanek powracały przed jej oczyma. Wszystko stało się monotonne, a ludzie stali się takimi, jakich Luna najbardziej się obawiała. Teraz oglądała śmieszne wzorki na niebie, podziwiając jaskrawe kolory, które rozprzestrzeniały się po całej wielkiej plamie, jakby czarnej farby. Uśmiechnęła się i zanuciła pod nosem swoją ulubioną piosenkę, która zawsze wprawiała ją w dobry nastrój. Pogrążyła się we wspomnieniach kiedy jeszcze nosiła rzodkiewkowe kolczyki, naszyjnik od kremowego piwa, którego nadal nosi, ale tym razem ozdabiał jej szczupły nadgarstek. Przypomniała sobie Gwardię Dumbledora, Harry’ego który został aurorem . Dopiero teraz sobie uświadomiła, że nie widziała go już sporo lat, pomijając szare gazety, gdzie jego twarz zdobiła wszystkie pierwsze strony artykułów. Myślami popędziła do Nevilla. Tego pulchnego, uroczego chłopca… Teraz stał się surowym nauczycielem zielarstwa. Hermiona została ministrem Magii i Czarodziejstwa, a Ron także został ponurym, lecz sławnym aurorem. Kobieta często się zastanawiała czy lepiej być szczęśliwym, lecz pozostać takim jakim się jest czy stać się szaroburym człowiekiem, ale sławnym.
Odgarnęła kosmyk włosów za ucho i przekrzywiła głowę, spoglądając na ciemną osobę idącą w jej kierunku. Lekko przymrużyła oczy, w jej głowie brzmiał cichutki głos, który podpowiadał, że ma uciekać. Mogły się wydarzyć dwie rzeczy. Albo ten ktoś przejdzie i nic nie zrobi, albo (oczywiście w tym gorszym wypadku) zaczepi ją i będzie bardzo niedobrze. Z tego wszystkiego nie wzięła pod uwagę jeszcze jednej opcji, gdy ciemna postać zatrzymała się, patrząc na jej drżące dłonie. Nie wiadomo czy z zimna czy ze strachu. W ten sposób szybko przymknęła oczy, obawiając się najgorszego, gdy usłyszała szorstki głos.
- Witaj, Lovegood. Naprawdę myślisz, że ktoś może cię zaatakować? Nawet w świecie mugoli nikt cię nie tknie…

                      ***

                Minęło już trochę czasu. A dwoje młodych czarodziejów nadal rozmawia na bardzo trudny temat. Niedawno ucichły wrzaski odliczania, a na niebie wciąż eksplodowały przeróżne kolory tęczy.
- Boję się, że już wszystko na zawsze będzie takie smutne, bez cienia uśmiechu. Powoli zaczynam stawać się taka jak oni.
- Oczywiście, że powróci. Problem w tym, że musisz w końcu uwierzyć, że tak się stanie, bo jak sama powiedziałaś, ciemność powoli zabiera cię w swoje sidła. Uwierz… Szybciej i wygodniej odejść na ciemną stronę mocy, nawet wtedy, gdy Voldemort nie żyje, ponieważ dobro zawsze coś ma przed sobą. Jest pewna przeszkoda, aby dobro  wiedziało i przekonało się, że osoba która chce przejść na jej stronę jest tego pewna i nie ma w sobie ani trochę cienia wątpliwości. Wiem, że to skomplikowane…
- Każdy człowiek ma wątpliwości. Wszystko zależy od rozmiaru jakie ono jest. Jak osiąga rozmiary takie, że widzisz je przed oczami i zaplątało twój umysł, to jest za późno. A jeśli jest takie malutkie, że go nie odczuwasz, to jest dobrze – cicho powiedziała.
- Jednego nie rozumiem…
- Czego?
- Że wątpliwość może być dobra… Gdy miałem misję i za zadanie miałem uśmiercić Dumbledora, nie zrobiłem tego z powodu wątpliwości.
- Nie zrobiłeś tego, ponieważ bałeś się zniszczenia duszy. W sumie nie wiadomo czy wątpliwość jest zła czy dobra. Zostawmy to pytanie dla kogoś dużo mądrzejszego od nas.
- Więc co robimy?
- A co chcesz robić?
- Chcę cię zaprosić na rozgrzewające piwo kremowe za czasów naszych młodzieńczych lat, gdzie było mnóstwo wątpliwości. Albo może niezdecydowania. Zbrzydło mi się to słowo…
- Masz rację. Jest dokładnie dziesięć minut po północy – powiedziała, przyjrzawszy się zegarkowi. 

                   ***

Lunie mijał właśnie dwudziesty szósty raz, odkąd leżała w kołysce i nie wiedziała czym jest początek i koniec. Tak naprawdę nadal nie wie. Stoi na kamienistym pomoście, patrząc na odbicia fajerwerków w wodzie, a głowę trzyma opartą o twarde ramię Dracona Malfoy’a. Teraz nie myślą o ponurych czarodziejach od czasów wojny. Teraz wspominają chwile, jak dokładnie rok temu, spotkali się w tym samym miejscu i w tym samym czasie, gdzie niebo rozbłyskało się na wiele kolorów, tworząc naprawdę piękny obraz. Jakby ktoś wziął paletę do ręki i wszystkimi istniejącymi kolorami, narysował wielkie smugi na czarnym tle. Jedyna różnica jest taka, że odcienie są bardziej jaskrawe i żywsze, jakby były widziane przez zupełnie inne oczy. To wszystko wina miłości.

Koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz