Witam! Zapraszam na trochę filozofii ♥
--------------------------------------------------------------
Jestem Anastazja.
Jestem szczęśliwa. Jestem młoda. Jestem piękna. Jestem po studiach. Tak
powiedzmy w skrócie przedstawia się mój profil. Jeszcze zapomniałabym dodać, że
pałam zdrowiem, bo tego oczywiście nie może zabraknąć w opisie. Ludzie się na
mnie patrzą jakbym była jakąś stukniętą do samego dna wariatką. Kolorowe buty,
zielone podkolanówki, wszystko takie radosne. Nawet włosy mam różowe… Czy to
nie słodkie?
Uwielbiam deszcz… No i
burzę, oczywiście. Kto by nie lubił burzy, gdyby nie był mną, prawda? Chodzę sobie po asfalcie ( niestety szarym )
i często się zastanawiam czemu nie jest on niebieski… Jak niebo… Ciekawe czy
wtedy ludzie nie chorowaliby tak często na depresję? Wszędzie pesymistki.
Ewentualnie realistki. Ja jestem przecież radosna. Taka wariatka. Haha…
Moje buciki robią się
powoli brudne od błota. Schylam się ku górze i zamykam oczy. Niebieskie oczy…
Zimne krople deszczu spływają mi po policzkach, pojawiają się dreszcze.
Spoglądam na prawo i widzę samotną kobietę, siedzącą na schodach. Chyba płacze…
Nic, idę dalej.
Mój wzrok przyciąga
dziecko szukające pieska. Pełno wisi ulotek o takim malutkim, czarnym piesku,
który rzekomo się zgubił. Wyrazy współczucia, ale tak naprawdę nic to nie da.
Deszcz przestał padać,
chmury szybko się przeciągnęły w inną stronę miasta. Szkoda, ale przynajmniej
widać tęczę na asfalcie. Gdzieś w końcu musi być jak na niebie jej niema.
Słońce wychodzi zza chmur, jeszcze chwila i zupełnie przedstawi nam swą
okazałość. Ja jestem jak takie słońce. Wychodzę cała kolorowa w moim śmiesznym
ubranku wśród czarnych płaszczy innych ludzi. Przedzieram się przez nie, mimo
że one nie chcą mnie przepuścić. Do tego ten wzrok, przepełniony wyrazem
obrzydzenia i nietolerancji.
Z daleka widzę jakąś
młodą, nastoletnią osóbkę stojącą na pomoście. Jest to chyba jakiś zakapturzony
chłopak. Trzyma on w ręku kłódkę
przyczepioną do prętu, ociera ostatnią łzę przemoczonym rękawem i odchodzi.
Tylko gdzie? Najwyraźniej metalowa kłódka nie gwarantuję wiecznej miłości…
Ktoś nagle mnie
popycha. Widzę czerwoną ze złości odwróconą ku mnie twarz i wypowiada
niezrozumiałe zdania. Tam na pewno nie
było słowa „przepraszam”, a liczyłam na jakiś postęp u ludzi.
Zimno, zimno i jeszcze
raz zimno. Zapomniałam powiedzieć, że jest zima, tylko śniegu jeszcze nie było.
Czekam na niego z takim utęsknieniem, bo w sumie… Słońce jest zawsze, deszcz
nam nie znika, wiatr ciągle wieje, tęcza się pojawia, burze dość często są ,
tylko śniegu nie ma. Czyżby zbliżało się globalne ocieplenie planety? Mam
nadzieję, że nie, bo chyba wiecie jaki to byłby skutek?
Jedzie zielony autobus
(ooo, coś kolorowego) i wiezie ciężkich ludzi w jedną stronę i później w drugą.
Taka huśtawka. Niestety byłam dość blisko drogi i kałuża po chwili oblała mnie
po zewnętrznej stronie kurtki. Usłyszałam jakiś chichot… Czy to takie śmieszne
patrzeć na zmarzniętą osobę w dodatku przemoczoną do suchej nitki przeraźliwie
chłodną wodą? Uśmiechnęłam się tylko w kierunku człowieka i odeszłam. Nie będę traciła czasu na prostych ludzi.
Widzę malutkiego kotka
grzebiącego coś w śmietniku. Szuka nędznego jedzenia wyrzuconego przez istotę
ludzką. Podbiegam do niego. Mam pozwolić, żeby to zwierzę było takie samotne?
Nigdy. Biorę go, przy okazji wyciągając maślaną bułkę kupioną w sklepie,
niedaleko parku. Giciuś zamruczał – tak dałam mu na imię.
Teraz już nie idę
całkiem sama przez drogę. Ja i kotek. Kolorowa dziewczyna i szary przyjaciel. Kątem
oka zobaczyłam jakąś parę nastolatków wskazujących na mnie palcem. Brak szacunku,
ich problem.
Jeszcze chwila i dotrę
do mojego ulubionego miejsca. Jest to lekki pagórek na obrzeżach miasta,
zazwyczaj nikt tam nie chodzi, więc mogę spokojnie pisać wiersze.
Dotarłam. Prosto przede
mną postawiona jest tabliczka z napisem : Trwa praca robocza. Prosimy nie
wchodzić na teren. Długopis mi spadł, kartki uciekły… Nic nie mogę zrobić, muszę wracać tą samą
ponurą drogą do mojego kolorowego domu, więc jestem z powrotem z kotkiem. Nieraz mam wrażenie, że mój zapał do życia
gaśnie, bo czy to nie jest tak, że jak ludzie są smutni to zarażają jednego po
drugim swoją rozpaczą? Jak fala zabiera piasek z plaży, to tak samo zabiera
szczęście z duszy? Albo jak ludzie robią sobie na złość, to nie jest podobnie
do błyskawicy niszczącej drzewo, trzęsienia ziemi i rozpadających skał? Na to
każdy z nas musi sam sobie odpowiedzieć, bo nikt nie zna lepiej odpowiedzi niż my
sami.