Doberek kochani!
Przychodzę z kolejną miniaturką ♥
Pozdrawiam cieplutko wszystkich czytelników
~ Arbuzek^^
-------------------------------------------
Kiedyś myślałem, że życie to taka słodka bajeczka. Sama czekolada i żelki, które mógłbym jeść codziennie, lecz mój stan umysłu nie dopuszcza takiej myśli. Jestem takim psychopatycznym anorektykiem z dziwnymi myślami w głowie. Bardzo chciałbym się ich pozbyć, ale jednak polubiłem je. Czytam bardzo dużo książek, interesuje mnie religia, a jak usłyszę słowo kryminał to mam ciarki na plecach. Codziennie spoglądam w lustro, zastanawiając się czy to naprawdę ja ,czy może jednak co dzień budzę się innym człowiekiem. Myję twarz, zęby, nakładam specjalny krem i koniec.
Kiedyś myślałem, że życie to taka słodka bajeczka. Sama czekolada i żelki, które mógłbym jeść codziennie, lecz mój stan umysłu nie dopuszcza takiej myśli. Jestem takim psychopatycznym anorektykiem z dziwnymi myślami w głowie. Bardzo chciałbym się ich pozbyć, ale jednak polubiłem je. Czytam bardzo dużo książek, interesuje mnie religia, a jak usłyszę słowo kryminał to mam ciarki na plecach. Codziennie spoglądam w lustro, zastanawiając się czy to naprawdę ja ,czy może jednak co dzień budzę się innym człowiekiem. Myję twarz, zęby, nakładam specjalny krem i koniec.
Idę długim korytarzem, po bokach rozlewa się krwistoczerwona farba. Wybrałem ją wedle moich upodobań. Zasiadam przed moją kochaną, białą niczym futro najczystszego misia polarnego, żyjącego gdzieś bardzo daleko ode mnie – sztalugą. I zaczynam zabawę w kolory. One mogą być wszystkim i niczym. Jednym kolorem mogę zniszczyć i tak samo uratować drugim. Farby to taka piękna, kleista ciecz, na którą powinni zasługiwać tylko ci, którzy nie pozwolą jej zniszczyć niewystarczającymi umiejętnościami. Przynajmniej jest to moje zdanie, ale że jestem niezrównoważony psychicznie, to chyba nie trzeba się tym martwić.
Najpierw
rysuję sam kształt człowieka. Delikatne machnięcia ołówkiem, węgiel wyraźnie
pozostawia ślady, a ja się uśmiecham jednym z tych uśmiechów, którego ludzie
najbardziej nie lubią. Narysowałem ten sam błysk w oku, który mam na co dzień
po przebudzeniu lub gdy widzę ciekawą operację w Chirurgach. Później pracuję nad policzkami i niesfornymi włosami.
Uwidaczniam dołeczki, aby ładnie pasowały do całości. I teraz właśnie pojąłem,
że chirurdzy plastyczni muszą mieć niebywałe zdolności techniczne. Jeden łokieć
oparłem o wystające kolano, aby wygodniej się malowało. Chyba niedługo zrobię
sobie tatuaż… Kurde. Zmieniam myśli, jak kobieta zdanie podczas menopauzy.
Sylwetka
jest najtrudniejsza. Trzeba idealnie wykreować sobie ją w głowie i oddać to wszystko na płótnie.
Przypomniałem sobie mężczyzn przechodzących obok mnie chodnikiem. Jedni byli
wysportowani, drudzy nijacy i trzeci z nadwagą. To straszne, że w sumie
dzielimy się na trzy rodzaje. Zacząłem od szyi, później machnąłem ramiona,
klatkę piersiową, uda i łydki. Ubranie narysowałem bardzo typowe. Koszula,
jeansy. Garniturów mam tak serdecznie dość, że nawet nie mam siły o nich
myśleć. Człowiek wyszedł mi bardzo przystojny i realistyczny. Spoglądam na
niego z dumą, ale z wielkim smutkiem w oczach i żalem. Wiele razy mam ochotę
się rozpłakać. Jednak tego nie robię.
Biorę
do ręki pędzel i maczam go w czystej wodzie. Resztki farby rozmyły się do tego
stopnia, że ciecz stała się barwy pastelowo różowej. Na palecie wylałem różne
akwarele i oleje. Dotykałem czubkiem włosia mazi i powoli nakładałem na
zrobiony przeze mnie wcześniejszy wzór. Pigmenty zaczęły wchodzić w materiał.
Koszula zaczęła nabierać kolorów, tak samo jak oczy młodzieńca o tej samej
barwie. Skóra jest lekko różowawa, inna od mojej, której kolor jest niemal
biały. Uchyliłem usta w skupieniu. Odparłem myśl, że jestem spragniony wody.
Moja ręka malowała sama za siebie. Zawsze to samo, nigdy nie zmieniając zdania
nawet co do wielkości palców i odstającego czarnego kosmyka włosa na czubku
głowy. Już nie myślałem racjonalnie. Po prostu znowu się wyłączyłem, pogrążony
we własnym skupieniu. Nawet się nie uśmiechałem. Prawie nie mrugałem. Byłem jak
niepotrzebna kropka nad i, z tą
różnicą, że ja byłem tą kropką na Ziemi.
Skończyłem
następne dzieło i poszedłem do galerii, aby mogło spokojnie wyschnąć.
Rozejrzałem się po pokoju. Na ścianach, podłodze, suficie wisiały i leżały
obrazy. Obrazy niemalże te same. I znowu mam ochotę się rozpłakać, lecz nie
mogę. Wszystkie przedstawiają tą samą osobę. Każda nie różni się niczym od
innej, oprócz ubrania i pozycji w jakiej się znajduje. Po prostu normalny
człowiek. Nie jestem w stanie rysować czegoś innego, w głowie mam tylko to coś.
Nie widziałem nigdy tej osoby, ale wiem kim ona jest. I choć wstyd mi się do
tego przyznać to…
Rysuję siebie samego. Takiego,
jakim chciałbym być, ale jednak nie jestem…