Witam!
Dzisiaj kolej na Tunę. Miniaturka krótka, ale mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Zapraszam do czytania. Chciałam również ogłosić, że miniaturki będą niebawem poprawiane, ponieważ zdaję
sobie sprawę z wielu błędów, które popełniłam. Będzie się na pewno
przyjemniej czytało ☺ Pozdrawiam~
Arbuzek^^
-----------------------------------------------------------------
Mogłam tylko patrzeć, jak odchodzisz. Śmiejąc się i płacząc
jednocześnie. Być wdzięczna tobie za wszystkie chwile, które spędziliśmy razem.
Łzy kapią na moją kolorową sukienkę. Jasne paski żółci ciemnieją, tak jak ja w
środku. Widzę jeszcze przez chwilę, jak odwracasz się w moją stronę. W twoich
oczach wyłapuję słowa, których już nie możesz wypowiedzieć. Przepraszam,
wybaczaj. Zauważam, że twoja postać robi się bardziej zamazana, jakby widziana
przez mgłę. Wiatr dotyka moich włosów, skóry, drażni ją, nie pozwala złagodzić
bólu. Zimny, szorstki wiatr. Zimny, szorstki twój dotyk. Na zawsze będę
zadręczać się pytaniami. Czy gdybyś kiedyś mi obiecał, że mnie nie opuścisz,
odszedłbyś teraz? Czy brak obietnicy mogę nazwać życiowym błędem? Dobrze
pamiętam, jak siedzieliśmy pod wierzbą. Słońce opalało nasze ciała. Chciałeś
coś powiedzieć, zaczynałeś od „przyrzekam”, lecz ja stanęłam na przeszkodzie.
Przyłożyłam palec do twych ust, wierząc, że prawdziwa miłość nie potrzebuje
zbędnych obietnic. Czy gdyby nie ja… Nadal byś stał przy mnie? Grzał moją dłoń.
Oddawał mi ciepło. W tą zimną noc. W tą bezgwiezdną noc. Tak bardzo smutną.
Odchodzę sama pustą alejką. Lampa obok coś się tnie.
Migocze. Słyszę wycie wilków. Czuję śmierć i ból wokół mnie. Mimo że księżyc
dziś tak pięknie wygląda. Drzewa szeleszczą liśćmi. Śpiewają dla mnie żałobną
piosenkę. Żegnają się. Żegnają miłość, która jeszcze wczoraj tu była. Dziś jest
tylko pustka. Próżnia. Nic. Dziś następna osoba umrze. Odejdzie ze świata,
gdzie wszystko miało być dobre. Nawet takie coś, jak odejście i tęsknota.
Theodore pokazał mi jak żyć w świecie, gdzie nie ma miłości. Gdzie człowiek
drugiemu człowiekowi potrafi zrobić krzywdę dla władzy. Theodore pokazał mi jak
kochać, podczas gdy on nigdy nikogo nie kochał. To brzmi tak cudownie i
nierealnie.
To właśnie ten moment. Cisza zrobiła się jeszcze bardziej
nieznośna niż przedtem. Białe kruki zleciały się wokół mnie, mieszając się z
czarnymi krukami. Chmura ptaków odleciała w kierunku pustego księżyca, oddając
jednocześnie hołd wszystkim poległym dzisiejszej nocy. Zwierzęta, rośliny, ludzie. Wszyscy pogrążeni
w smutku. Spojrzałam się, widziałam ich płacz. To ten moment. Serce zabolało
bardziej. Łza spłynęła po policzku, pozostawiając mokry ślad. Zdążyłam jeszcze
zobaczyć zielone światło na niebie. Symbol okrucieństwa i mordu. Wykonano sąd.
Zabito dziś wiele czarodziejów. W tym jego. Za zniewagę i zdradę Czarnego Pana.
Rzekomo okryci hańbą. Zapisani na czarnej liście. Pozbawieni wszystkiego, co
tylko mogli mieć. Niemi bohaterzy.
Moje stopy stają się coraz bardziej
niebieskawe. Czuję chłód. Ciało niepotrzebnie drży ze strachu. Zimna woda otula
moje kostki, następnie powoli zabiera całe ciało do siebie. Ostatnie kręcone
kosmyki włosów unoszą się na wodzie, do chwili, aż czarna głębia jeziora nie
porwie ich ze sobą, a wraz z nimi i mnie. Lunę Lovegood.
Już idę do ciebie Theodorze.