Po dłuższej przerwie zapraszam na kolejną miniaturkę Tuny ♥
------------------------------------------------------
Chyba
każdy o zdrowym rozsądku czarodziej zaczął by się zastanawiać nad tym, co robi
samiutka, drobna dziewczyna w Zakazanym Lesie. Jednak wszelkie wątpliwości,
rozwiewało imię dziewczyny. Tak. To była Luna Lovegood i już każdy wiedział, że
to normalne znajdować się w takim miejscu dla tej nienormalnej osoby.
Dziewczyna miała rozmarzony wyraz twarzy, a w powietrzu unosiła dłoń, powoli i
gładko przesuwając nią po niczym. Dla innych niczym… Dla tych, którzy nie widzieli
śmierci kogoś, kogo kochali i nie byli świadomi tego co się dzieje. Luna jednak
była wyjątkową osobą, jedyną w swoim rodzaju. Ekscentryczną, ale inteligentną.
Wiedziała, że testrale to cudowne stworzenia, tak bardzo niechlubnie nazywanymi
„zwierzętami śmierci” lub „te, które przynoszą pecha”. Luna mimo wszystkich
uwag, kochała je. Tak samo jak świerkające
ptaki nad ranem, grające piękną muzykę składającą się z piskliwych
dźwięków, tak samo piękną jak muzyka ciszy w nocy- czarna jak smoła, oświetlona milionami
gwiazd. Kosmos można porównać z Ziemią. Ludzie to gwiazdy, a próżnia to oceany
i lądy. Lovegood umiała docenić naturę, a natura umiała docenić to, co ona dla
niej robi. Odwdzięczała się miłością zwierząt do dziewczyny, dobrą pogodą, gdy
wychodziła na błonia i spokojem, którego bardzo brakuje na tej planecie. Luna
boso stała na trawie jeszcze mokrej od porannej rosy i karmiła surowym mięsem
testrale, nie martwiąc się wczesną porą. Usiadła po chwili na kamieniu, robiąc
wianek z białych stokrotek i cichutko zaczęła śpiewać. Las tworzył rytm i w ten
sposób jednoczył się muzyką z młodą Krukonką. Luna miała bardzo delikatny głos,
który idealnie pasował do jej wiecznie rozmarzonej twarzy, choć zdarzało się,
że jej skronie marszczyły się, gdy była zmartwiona bądź zdenerwowana, a tak
mało ludzi w to wierzy. Zawsze była brana za osobę pogodną i dziwną. Pasowało
jej to. Nigdy nie chciała upodabniać się do normalnych ludzi, takich, którzy
żyli samą monotonią. Teraz będzie jeszcze gorzej. Zbliża się wojna, której nie
da się uniknąć. Zginie mnóstwo młodych czarodziei, świat pogrąży się w smutku i
minie bardzo dużo czasu zanim ludzie ponownie zaczną wierzyć w dobro.
Uśmiechnęła się jednak z nadzieją ku błękitnemu niebu, jakby niebo mogło
odwzajemnić promienny uśmiech, a może potrafi? Może jego uśmiechem jest słońce
wychodzące zza chmury? Luna czekała na kogoś. Usłyszała ten sam szorstki głos,
który jeszcze nigdy jej nie zawiódł.
-
Lovegood – praktycznie zawsze mówił do niej po nazwisku, nawet wtedy, kiedy
zaczął do niej czuć coś więcej niż nienawiść. – Znowu uśmiechasz się
bezsensownie do nieba? – zapytał ironicznie.
- A ty,
Theodorze, znowu mówisz do mnie po nazwisku – westchnęła i odwróciła się w
stronę chłopaka.
Nott
podszedł do dziewczyny, przyjął od niej wianek, układając go na jej pięknych
długich lokach i czule pocałował w czoło, wdychając przy okazji przyjemny
zapach truskawek. Spojrzał się w jej błękitne oczy i z uczuciem dumy obserwował
różowe rumieńce pojawiające się na policzkach Krukonki, które jeszcze tak
niedawno miały odcień białej kredy. Spotykali się już bardzo długo. Zaczęło się
od przypadkowej rozmowy w tym samym miejscu, gdzie teraz się znajdują. Użyto
wtedy wiele obelg w kierunku dziewczyny, lecz z każdym spotkaniem było ich co
raz mniej. Po kilku miesiącach, gdy zaczęły kwitnąć piękne lilie, Ślizgon
zrozumiał coś z czym nigdy wcześniej nie miał do czynienia. Wtedy po raz
pierwszy poczuł motyle w brzuchu. Gdy dziewczyna podchodziła bliżej chłopaka,
jego serce biło mocniej, a on spinał się na całym ciele. Powiedział jej to
jednak po dłuższym czasie. Nie wiedział jak ująć w zdanie słowo „kocham”, które
wydaje się takie niepozorne i łatwe, ale udało się. I w ten sposób codziennie,
o tej samej godzinie spotykają się w Zakazanym Lesie, nie ujawniając nikomu
oprócz sobie uczuć, jakimi się darzą. Nie wiedzą co będzie dalej. Czy przeżyją
wojnę, a jak tak, co zrobią później? Jak rodzina Notta zaakceptuje jego wybór?
Nie umieli odpowiedzieć na te pytania, więc ich nie zadawali.
-
Przykro mi, ale musisz się przyzwyczaić .
- A
dlaczego ty nie możesz się przyzwyczaić
do mojego imienia?
-
Ponieważ jestem Theodorem Nottem.
- To
nic nie zmienia – zaśmiała się łagodnie.
-
Myślę, że tak. Zresztą jak mówię do ciebie po nazwisku, to wydaje mi się, że
mnie lepiej słuchasz – powiedział, a po dłuższym spojrzeniu na roześmiane oczy
Krukonki, szepnął. - Pięknie wyglądasz w wianku.
-
Dziękuję – wymamrotała, przytulając się
do torsu chłopaka, zawstydzając się przy okazji.
Wzrok Theodora był przeszywający i
często doprowadzał dziewczynę do stanu, gdzie nie wiedziała co robić i wtedy
najczęściej wtulała się w jego ciepłe ciało. Nott natomiast zawsze widząc jej
reakcję, szczerze się uśmiechał, pokazując swoje białe zęby, kontrastujące z
jego czarną czupryną. Theodore był znacznie wyższy od Luny. Różnili się
wyglądem i charakterem. Praktycznie wszystkim, ale jednak ani on, ani ona nie
mogli pokochać nikogo innego poza sobą. Może właśnie to, że byli
przeciwieństwem do siebie sprawiło, że zakochali się w sobie?
***
Wszędzie ciemno. Chmury zasłoniły
gwiazdy i księżyc. Jeszcze nigdy nie było tak ponurej nocy, jak ta – noc początku i końca. Dziś wszystko
miało się wyjaśnić. Złoty Chłopiec walczył razem z uczniami Hogwartu. Teraz ci,
którzy bali się własnego cienia, walczą z najgorszymi mordercami i sługusami
Voldemorta, a ci najbardziej niewinni i dobrzy leżeli martwi, pozbawieni
wszystkich uczuć wśród innych bladych twarzy. Wokół panował chaos. Gdzie się
nie patrzyło leżał gruz, pozostałości zamku. Jedynie w sowiarni był spokój i
harmonia. W nim dwie osoby. Ostatni pocałunek w usta, jakby już nigdy nie mieli
się zobaczyć. Złapanie za rękę. I wojna. Luna rozeszła się w jedną stronę, a
Nott w drugą. Jeśli obaj przeżyją, odejdą. Jeśli jedno zginie… Spotkają się
razem w innym świecie. Lovegood biegła szybko w kierunku Ginny, która walczyła
z jednym Śmierciożercą. Obie walczyły o wolność. Wszędzie latały kolorowe
zaklęcia, na które Luna z całą przyjemnością poobserwowałaby z rozmarzeniem,
niestety atmosfera na to nie pozwalała. Po bardzo długich godzinach, nadszedł
czas, kiedy zrobiło się jaśniej. Ktoś krzyknął „patrzcie” i po chwili młoda
Weasley ryknęła. Lovegood spojrzała się w stronę mostu, gdzie ujrzała
dziesiątki czarnych szat. Dziesiątki złych twarzy. Dziesiątki paskudnych
uśmieszków, a wśród nich, on. Złoty Chłopiec, Wybawiciel… Harry Potter leżał
bezwładnie w rękach Hagrida. Wyglądało to jakby spał. Jakby dla niego wszystko
się skończyło. Luna też marzyła o skończeniu tej wojny… Ale nie tak. Widziała
łzy jej przyjaciółki. Ból na wszystkich poranionych twarzach. Ujrzała jego.
Swojego obrońcę. Theodore patrzył na nią beznamiętnym wyrazem twarzy. Stał wśród
popleczników Czarnego Pana, mimo że nie chciał. Wiedziała, że nie chciał.
Dobrze pamiętała jak płakał przy niej z bezsilności. Jak dawała mu nadzieję.
Teraz sama ją gdzieś zgubiła. Jakby wypadła podczas tych wszystkich światełek
rozstrzeliwanych na wszystkie strony świata. Wyłączyła się już, nie słuchała
Neville’a, który jeszcze nie porzucił nadziei. Jedna łza popłynęła po jej
policzku, ale szybko wyschła, kiedy usłyszała znany głos Harry’ego. Oczy znów
zaczęły wyraźnie widzieć. Jednak nie wszystko stracone. Nie wszystko poszło na
marne. Ci ludzie nie zginęli na nic. Później stało się wszystko bardzo szybko.
Hermiona i Ron zabili Nagini, a Harry pokonał Voldemorta. Jednak Luna szukała
kogoś wzrokiem. Chodziła szybkim krokiem wśród kolumn i w końcu zobaczyła jego.
Stał i szybko biegł ku niej. Zbliżył się, przytulił i złapał za rękę. Jego
uścisk był bardzo silny. Jakby nie wierzył, że się udało. Słońce całkowicie
ukazało się zza chmur. A na pustym moście, wszyscy uczniowie oglądali
odchodzącą dwójkę. Po chwili było już widać tylko dwie malutkie postacie, które
w spokoju oddaliły się od tego miejsca. Miejsca, gdzie wszystko się zaczęło i
skończyło. Albo jeszcze nie… Nadal trwa.
Ich miłość.
Uwielbiam jak piszesz, trafiłam tu nie dawno i muszę szczerze powiedzieć (napisać) cudo!!😏
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa! Cieszę się, że jest osoba, której podobają się moje miniaturki ♥ Pozdrawiam serdecznie!~
UsuńArbuzek^^