piątek, 24 czerwca 2016

Draluna "Księżycowy Smok"


Pojawiła się pierwsza miniaturka na blogu. Zachęcam do przeczytania i komentowania ☺
 --------------------------------------------------------------------------
Wśród ciemności i pohukujących sów, Draco Malfoy stał przy oknie, spoglądając na taflę jeziora. Zastanawiał się nad wartością człowieka. Czy człowiek dobry ma taką samą wartość jak zły? Lub osoba, która okłamuje samego siebie mówiąc, że jest dobra, a tak naprawdę skrywa w sobie nienawiść, bądź odwrotnie, jest bardziej wartościowa? On nie wiedział do której grupy należał, lecz mimo tego zdecydował, że lepiej mieć określony styl bycia. Mu tego brakowało. W  środku czuł się jak malutki i bezbronny ptaszek, który wypadł z gniazda i nie wie w którą drogę pójść. Nie chciał wracać do dormitorium. Miał dość traktowania go jak samego Lorda Voldemorta, a to zaczynało robić się męczące. Nie wiele się zastanawiając, uchylił lekko drzwi i prześlizgnął się korytarzem na schody, gdzie dobrnął dalej na hogwarckie błonia. Poczuł chłód na policzkach, a zimny wiatr rozczochrał jego idealnie ułożoną fryzurę. Otulił się swoją długą, czarną szatą z herbem Slytherinu i wypuścił powietrze z ust, z którego wydostał się dymek pary. Rozejrzał się po równinie, słysząc jakieś głuche szelesty. Stwierdził, że za odważny to on nie jest. Poszedł w stronę zielonawego jeziora, gdy nagle usłyszał cichy, rozmarzony głos. Tak, on na pewno należał do tej wariatki- Luny Lovegood. Tylko co ona robi o tej porze na błoniach?
- Spokojnie, to tylko ja…
- Mówisz jakbyś była najnormalniejszą osobą na świecie. Skąd mam wiedzieć, że nie chcesz mnie zabić i wrzucić do jeziora?- zapytał podejrzliwie.
- Bo nie masz takiego powodu.
- Tak właściwie co ty tutaj robisz, Pomyluno?
- To samo co ty. Głęboko rozmyślam… - powiedziała nad wyraz poważnie, co nie pasowało do osobowości Lovegood.
- Ty w ogóle nad czymś rozmyślasz, jak nie o pokręconych stworzonkach, które sama wymyślasz? – zapytał nie ukrywając ironii.
-Nie miałeś takiego wrażenia, że nikt cię nie rozumie? Jakbyś był w innym świecie, jak jakiś odludek na bezdomnej wyspie?
            - Eemm… - zdezorientował się tą nagłą zmianą tematu.
            - Dużo ludzi jest prymitywnych, inni próbują udawać że nie są, a i tak wszystko na koniec wychodzi. Żyją w pewnym kłamstwie, lecz nie chcą wiedzieć w jakim, bo wtedy wszystko powodowałoby, że są głupi. A to dla nich jest porażką. Będą czuć się niepotrzebni i bezwartościowi, a tak naprawdę każdy jest wartościowy i każdy jest potrzebny po coś na tym świecie. Pewnie zastanawiasz się czego się nałykałam… Nic… Może tylko atomów azotu, tlenu i innych gazów lecących wśród nas. Jak ja bym chciała być takim tlenem. Tworzyć coś pięknego jak powietrze, wędrować tu i tam. To smutne widzieć tylko ścianę dormitorium, bo nikt nie chce z tobą rozmawiać. Rysować nieistniejące zwierzęta i gadać do amuletu z korków od kremowego piwa.
              Był zdziwiony… Zdziwiony tym, że jeszcze nie poszedł, a nawet odpowiedział!
            - A co z Potterem? On chyba cię lubi – powiedział szorstko. Nie chciał pokazywać, że go cokolwiek obchodzi ta gadka… I tu jest ta gra. Gra w chowanego.
            - Lubię Harry’ego, ale on jak każdy ma ważniejsze sprawy niż taka zwariowana osoba jak ja.
            - Odkrycie Ameryki… - zironizował słowa dziewczyny.
            - Wiesz, mimo że jesteś Śmierciożercą wyczuwam w tobie takie miłe ciepło – powiedziała  i przybliżyła swoją rękę do jego serca. Już próbował ją szturchnąć, ale Krukonka mówiła dalej.– Tak jakbyś malował samego siebie… Szorstkiego i poważnego, ale tak jak malunek skrywa pewną, nieodgadnioną magię w całym kształcie, to ty zawierasz ciepłe serce, którego nigdy… Nigdy nie możesz zmienić. Im bliżej jest się ciebie, tym bardziej można to wyczuć. Docenić…
            - Jesteś poważnie pokręcona… Pewnie u wszystkich ludzi widzisz dobro, Lovegood – skrzywił się na durne znaczenie tego nazwiska.
            - Bo każdy ma dobro. Życie bez niego, straciłoby sens. Dokładnie jak zło, gdyby go nie było nie wiedzielibyśmy jaka jest między nimi różnica.
            - Skąd możesz wiedzieć jaki kto jest?
            - Nic nie rozumiesz Draco… - westchnęła i położyła się na trawie. –Myślisz, że to przypadek, że na siebie trafiliśmy?
            - Wiesz… Mogłem natrafić na Parkinson. Tylko ona nie jest taka zwariowana, aby wyjść po północy w zamku pooglądać gwiazdy.
            - Nie chcę nic mówić, ale ty też tutaj jesteś…
            -Musiałem nad czymś głęboko pomyśleć, lecz pewna osoba mi w tym utrudnia.
            - Możesz sobie iść…
I tu go złapała. Tak naprawdę czuł się bezpiecznie przy Pomylunie. Może w tym momencie traktował ją jak amulet odstraszający Nargle? Tylko ona odstraszałaby wszystkie potwory znajdujące się na tych błoniach…
            - Powiedz mi, czemu ty musisz być tak wkurzająco dobra? Przecież to nie ma żadnego sensu.
            - Czy wszystko musi mieć sens? Ja pomagając ludziom odczuwam przyjemność, a ty odczuwasz przyjemność bycia takim dupkiem?
            - Ty znasz takie słownictwo… Brawo. Jestem pod wrażeniem. To pewnie dlatego, bo ze mną rozmawiasz. Wiesz… Ja tak wpływam na ludzi.
            - To spróbuj to zmienić, Draco.
            - A kto powiedział, że chcę to zmieniać? Ty?
            - Zimno mi… - szepnęła i teraz dopiero zauważył, że Lovegood jest w samej pidżamie i założonym na nią kolorowym sweterku w króliczki.
Teraz rozpoczynał walkę ze swoim pięknym ego. Dać jej szatę czy martwić się tylko o siebie? Jednak dobra strona mocy zmusiła go do oddania dziewczynie ubrania. Oczywiście najpierw zapyta, bo jakby nie chciała przyjąć to zostawi dla siebie.
            - Chcesz szatę?
            - Ale tobie będzie zimno.
            - Trelele…  Ja jestem mężczyzną, a ty tylko drobną dziewczynką, która drży z zimna.
            - Jestem młodsza od ciebie o rok, zacny dżentelmenie.
            - Masz i nie gadaj – powiedział i podał jej swój płaszcz. –Powinnaś być zaszczycona. Nie każda nosi moje części garderoby.
            - Co za hojność… A jednak potrafisz być miły – uśmiechnęła się i otuliła szatą.
No nie… Będzie mu wypominać do końca ich marnej znajomości, że jednak potrafi być przypuszczalnie miły. Szczyt wszystkiego!
            - I co z tego?
            - To, że jeszcze przed chwilą wypierałeś się, że nie chcesz być miły.
            - Dobra, daj spokój.
Nastąpiła chwila ciszy. Trochę niezręczna i nie pasująca do sytuacji w jakiej się znajdowali. Po chwili spojrzał na Krukonkę. Miała przymknięte powieki i oddychała spokojnie, lekko poruszając klatką piersiową. Gdyby się tak przyjrzeć, Pomyluna nie jest wcale taka brzydka… Jasna cera, długie blond włosy i piękne niebieskie oczy, które tak bardzo różniły się od jego. Oczywiście wielkością, bo on nie jest wybrykiem natury i nie ma takich wybałuszonych oczu… A tak naprawdę różniły się od siebie kolorem. Ona miała ciepłe i radosne, a on niebiesko-szare pokryte lodem. Draco spojrzał na granatowe niebo, oświetlone milionami gwiazd i tarczy księżyca. Nagle bezinteresownie  uśmiechnął się ku nim. Zazwyczaj nie umiał docenić natury. Dla niego był to po prostu nieodłączony element do życia, ale będąc koło tej wariatki zauważał pewne rzeczy, o których w towarzystwie Ślizgonów nie mógł nawet pomarzyć. Luna była osobą ekscentryczną, ale na swój sposób uroczą. Przez chwilę zrobiło mu się nawet głupio z powodu butów, które kiedyś jej chował.
            - Myślisz, że moglibyśmy być kiedyś razem?- zapytał, a dziewczyna szeroko otworzyła oczy.
            - Nie wiem… A ty?
            - To trochę dziwne by było – powiedział zakłopotany, ale po chwili usłyszał cichy chichot Krukonki. – Nie mam pojęcia  z czego się śmiejesz – spojrzał na turlającą się ze śmiechu Lunę i po chwili sam się zaśmiał. Minęło trochę czasu zanim obaj się uspokoili.

                                                            ~*~

I tak po wielu podobnych wieczorach znów można było zobaczyć dwójkę jasnowłosych uczniów.
            - Ładne gwiazdy, prawda?
            - Gwiazdy? Lubisz? – odwróciła się w stronę Ślizgona.
            - Jakoś polubiłem, Luno – kątem oka zauważył jak blondynka składa na twarzy lekki uśmiech.
            - Widzisz to po prawej?
            - Tam? – wskazał na czarne niebo i jakiś srebrzysty punkt.
            - To smok. Księżycowy Smok.
            - Brzmi jak ty i ja.
            - Ty i ja – powtórzyła i ponownie zamknęła oczy, kładąc się obok blondwłosego arystokraty.                 
             Rozmowa zmienia ludzi i czasami mamy nawet tak, że zastanawiamy się czy nie rozmawiamy z lustrem. Z własnym sobą, odbiciem…

2 komentarze:

  1. Już czuję, że ten blog będzie cudowny <3 A ta miniaturka o Dralunie jest tak awwwwwww *-* Masz talent Arbuziku <3 ~ Igor

    OdpowiedzUsuń
  2. A jednak Draluna też może być ciekawa! Gdyby nie ty, nie tknęłabym nawet tego pairingu :-P Świetna miniaturka, czekam na kolejną <3 ~ Czekoladka

    OdpowiedzUsuń