Witajcie kochani!
Tym razem trochę filozofii. Miłego czytania!
------------------------------------------------------------
Tym razem trochę filozofii. Miłego czytania!
------------------------------------------------------------
Odludzie, gdzie nikt nie mieszka,
ciemne kolory i granatowe niebo ze srebrnymi błyskotkami. Wszystko samotne, a
wraz z tą samotnością, samotna też istota, spoglądająca na niekończącą się
przestrzeń.
- Mój czas przemija - powiedziała
do siebie i spojrzała na spadającą gwiazdę. – Proszę, aby śmierć nie była
czarna, bo czarny to dobry kolor. Gorzej
z szarym. Tak… Śmierć może być szara, nawet nazwa pasuje do nazwy.
Pasują do siebie, tak jak pomarańczowy i żółty, niebieski i zielony. W końcu
szary odnalazł swoją parę. Tak… Śmierć do dobry wybór dla szarego – położyła
się na mokrej trawie i próbowała powstrzymać łzy. – To jest moja ostatnia noc na tym świecie. Nie
mogę pozwolić, aby coś tak banalnego jak ta kropelka, zamazała mi coś, nad czym
warto się zastanawiać. Kosmos jest wartościowy, ponieważ nikt go całkowicie nie
odkrył, a to, co jest nieodkryte, warte jest jego obejrzenia – zaśmiała się
gorzko, analizując w głowie własne słowa.
Życie człowieka to taka jedna
sekunda, porównując z życiem okruszka piasku, książki czy metalu, choć metal i
tak zeżre rdza.
– Czy to nie śmieszne, ale zarazem i cudowne,
że mieszkamy na Ziemi? – pytała się drzew, które cicho szumiały, jakby chciały
odpowiedzieć, lecz coś im nie pozwalało. A może myślą, że wystarczy tylko
szumieć, by osoba słysząca ich dumny śpiew, zrozumiała ich język i nie potrzeba
już więcej jakichkolwiek słów w tej
chwili. – Czy to nie głupie i smutne, że ludzie myślą, że są sami wśród tych
galaktyk? – tym razem odpowiedziały jej przelatujące ptaki, które swoim
świergotaniem chciały przekazać dziewczynie Tak,
jest głupie, ale jakie smutne i leciały dalej odkrywać nowe miejsca i
pouczać przybyszy szukających odpowiedzi
na te niesamowicie trudne pytania. – I ostatnie pytanie moi drodzy… - powiedziała.
- Czy warto jest żyć, by umrzeć i
umrzeć, aby zacząć nowe życie? – czekała na jakiś głos.
Tym razem nikt nie znał
odpowiedzi, więc nic nie wydało żadnego dźwięku. Nawet wiatr ucichł, drzewa
przestały szeleścić liśćmi, a liście przestały chcieć się szeleścić. Ptaki nie
zaświergotały, deszcz przestał padać, a latający samolot jakby zastał w
miejscu. Zrobiła się nieskazitelna cisza, jakby została stworzona przez nieme
głosy, mówiące nie wiem, nie wiem i
takie echo niczego rozpościerało się wśród natury.
- No właśnie… Ja też nie wiem.
Myślę, że w tej chwili nikt nie ma bladego pojęcia, dlatego zostawmy to w
spokoju. Choć… Tak bardzo mnie to ciekawi, ehh… - zagryzła dolną wargę i
zerknęła na księżyc, bojąc się, że on też zamilkł na dobre. Bo księżyc mówi…
Mówi wszystkim dookoła. Posługuję się każdym dźwiękiem, a także światłem.
Dziewczyna oparła się na swoich
dłoniach i rozciągnęła parę kości.
- Już możecie mówić. Nie pragnę
tej odpowiedzi – powiedziała trochę niegrzecznie, ale skutek był natychmiastowy.
Pozwoliła komuś przywrócić rzeczywistość.
Ta niepozorna dziewczyna miała władzę nad
czasem, lecz nigdy nie przyszło jej do głowy, aby nazwać się czas. Była kimś
drugim, kimś kto przeszkadzał… Bo czas nie miał formy, a ona miała formę
kobiety, więc nie byłoby to zgodne z egzystencją świata. Lecz jedno pytanie
wciąż nasuwało jej się do głowy… Jeśli tylko ona może nad nim panować, to co
się stanie jak umrze? Wtedy czas będzie miał nieograniczoną władzę, a wiadomo…
Władza równa się szaleństwo. Będzie chodziło własnymi ścieżkami, przestanie być
kontrolowane, zostanie królem przestrzeni, a świat zamąci się na zawsze. Albo
po prostu ma tak być… Żeby było coś dobre, trzeba się poświęcić – pomyślała.
- Więc pewnie ja przeszkadzam w
dobrym funkcjonowaniu…
- Wiu wiuuu… - odpowiedziały Drzewa,
chcąc przekazać, że to prawda. Nie mogą być kontrolowane przez czas, a ona nimi
kontroluje. Jest zbyt idealnie, sztucznie.
- Świr, świr – zaświergotały Ptaki,
mówiąc Drzewa są mądre, Drzewa mają
rację. Ty musisz odejść, by życie było prawdziwe.
- Ale ja nie chcę, boję się
śmierci... – szepnęła królowa czasu. Tak, to ona była królową, lecz do dobrego
funkcjonowania potrzebny jest tylko król. Jak będzie ich dwoje, wciąż będą się
sprzeczać. Ona będzie zatrzymywać, a on ponawiać. I tak bez końca…
- Szum szum… - mówił Wiatr Każdy kiedyś umrze. Nawet ja, pobawię się w
wirze, zatonę w słońcu i przestanę istnieć, gdyż zastąpi mnie ktoś nowy.
Zapewne rano to już nie będę ja, tylko inny wiatr.
- A ja myślałam, że jesteście
nieśmiertelni…
Rozległ się głuchy śmiech pana Księżyca. – Musisz to zrobić, kochanie… Wtedy życie
odzyska równowagę czasową. Ale jak chcesz, będziesz mogła nadal rozmawiać ze
mną, latać wokół nieznanych ci planet i będziesz się śmiała codziennie, bo
będziesz wiedziała, że już nie umrzesz, że zrobiłaś coś dobrego dla Ziemi. Mimo
że mnie kiedyś czas zabierze, to i tak będziemy razem. Ty będziesz latała
swobodnie po kosmosie, a ja zamienię się w malutki, błyszczący okruszek pyłu,
falujący za tobą w niekończącej się przestrzeni.
- Naprawdę?
- Naprawdę, a teraz musisz to zrobić, bo już słońce wschodzi i rozpoczyna
się nowy dzień. Widzisz? Wtedy zniknę i pójdę dawać nadzieję innym –
powiedział bardzo spokojnym głosem.
- Dobrze, ale obiecaj, że wciąż
tu będziesz, gdy zniknę z tego świata.
- Obiecuję.
I w ten sposób mała istotka
podeszła do skalistego wybrzeża, spoglądając na morze, które pogodnie
uśmiechało się do niej. Teraz jej kolej. Ostatni uśmiech, ostatnia łza i
ostatnie przepraszam skierowane do
wszystkich, którym zatrzymała czas. Plum.
Przecież musiała. To ona była
królową czasu. Życie stało się lepsze… Niby.
Życie nie stało się lepsze, jak
mówili jej wszyscy. Przestało być kontrolowane. Czas stał się jedynym królem
przestrzeni, a świat zamącił się na zawsze… Lecz mała istotka wciąż się
uśmiechała, latając za księżycem. Niedługo i on zamieni się w pyłek i będą
słuchać swoich marzeń.
Królowa czasu umarła. Koniec.